Archiwum czterowersów cz. I

Już bym wolała nie mieć sumienia

i nie czuć w sobie tego płomienia,

który głęboko parzy, kłuje, drąży,

nigdy do końca nie da się pogrążyć.

24.08.2003

 

 

Wiele odkrywczych odkryć kryje życie.

Jeszcze niejedno odkryję odkrycie.

Ale co do pasji… Co odkrywać, szukać?

Wiem, powiem nieskrycie: sztuka, tylko sztuka!

2.09.2003

 

 

Chcę chwili wytchnienia, więc piszę właśnie…

Choć w wizjach Van Gogha jest cieplej i jaśniej,

nie prędko mnie wzrok mój do nich zabierze.

Brak czasu, by w Fieście na sianie poleżeć.

16.09.2003

 

 

Piękne Cezanne malował jesienne widoki.

Szczególnie te z Sainte-Victoire, z Marsylskiej Zatoki.

Mnie jednak w te obrazy jakoś wzrok nie niesie.

W jesień utkwić chce się w rzeczywistym lesie.

 

25.09.2003

 

 

Srebrne, gałęziste buki.

W nich przecież najwięcej sztuki.

Bo ich człowiek nie przetworzył.

W nich pierwotny zamysł Boży.

16.10.2003

 

 

Titki-ritki! Titki-ritki!

Żaden piesek nie jest brzydki!

Ktoś uważa je za zbytki?!

Przeć to ziemskie są przybytki!

29.11.2003

 

 

Widzę namiętne Dürera oczy,

Gdy swe zamykam na książką ospałe.

Chrystusa z ikony w nich spokój w dobroci,

modela renesansu piękno doskonałe.

30.11.2003

 

 

Siedzę, kontemplując nawał swoich myśli.

I chcę tylko jedną – ważną rzecz uściślić:

Powód mego smutku. – Sto ich smutek tworzy?

Czy ta jedna PUSTKA stoi u podłoży?

5.12.2003

 

 

Za to, że małych dzieci

tak wielu już czas wyliczony.

Różaniec ten, co nie świeci

jak Twe rzekome korony.

8.12.2003

 

 

Samotnie mi… Udaję więc, że się upajam

z Bachusem grą. Mars szepcze do ucha słowa błogie.

– Już tak się do przyjaciół z obrazów przyzwyczajam.

Do schizofrenii. Mam kontakt z Van Goghiem i Bogiem.

10.12.2003

 

 

Jeden czyn niewielki, a zmienił tak wiele.

Wiedziałam – na czyn ten trzeba uważać.

A teraz oczy spuszczam, gdy stoję w kościele,

zawstydzone blaskiem białego Ołtarza.

3.01.2004

 

 

Dzienniki, kroniki, stronice całe…

A mój pamiętnik – czterowersy małe,

bez wysiłku powstałe, z gestu i z zapałem.

(Nie są Galu Anonimie one ideałem.)

Więc czemu się każdy z nich staje banałem?

5.01.2004

 

 

Można rzec z ironią: Hura!

że już zbliża się matura.

Więc już w gęsią skórkę skóra,

bo już czas dać w książki nura!

15.01.2004

 

 

Oto moje przedsięwzięcie:

się zawzięcie, w garść się wzięcie.

Zahamować wybiegnięcie

marzeń w przód. Zrobić im cięcie!

20.01.2004

 

 

Chcę, muszę, więc piszę.

Lecz, co piszę – nie wiem.

Piszę, bo kołysze

się listek na drzewie.

22.01.2004

 

 

I znowu piszę,

by znowu zapomnieć,

by znowu nie słyszeć,

co On myśli o mnie.

28.01.2004

 

 

Nie chcę znać jej tak technicznie,

bo przestanę kochać sztukę.

Tak książkowo, mechanicznie.

Kocham sztukę, nie naukę!

10.02.2004

 

 

Niech nawiedzą mnie duchy i niech straszy cień mar mnie!

Lecz to doda otuchy, że nie skończę tak marnie.

– W pył nie zmienię się suchy bez nagrody, bezkarnie.

Po tym życiu mnie kruchym wieczna światłość ogarnie.

12.02.2004

 

 

Kwiatki, szmatki, free love, HAIR

– stos świństw amoralnych, ber

dla sztywniaków z wyższych sfer.

HIP IS jebnięty, lecz FAIR!

13.02.2004

 

 

Iluzja baroku na sklepieniach świątyń…

Tam wejść można w te rajskie drzwi – oculusy!

w przestrzeń otwarte, gdzie kupidynów złotych

pulchne ciałka zanurzają się w cumulusy.

16.02.2004

 

 

Siły wytężam.

Lecz czy uniosę

mój słodki ciężar

dziewiętnastu wiosen?

20.02.2004

 

 

Ja się wcale nie zmieniam, o, Boże, mój Boże!

Codziennie wieczorem na huśtawce siadam.

Rozhuśtuję się mocno, aby gwiezdnych zorzy

dotknąć wreszcie stopą. Czy tak mi wypada?

21.02.2004

 

 

Szczęście, że czuję aż w mostku kłucie.

Takie, że w parze z nim złe przeczucie.

Że zaraz minie. Mija. I gdzie jest?

Cudnie, że cud wspomnienia istnieje.

25.02.2004

 

 

Rusałki, chimery Malczewskiego… Dreszcze

mnie przeszywają. Chcę patrzeć nań jeszcze.

Ich tęczowe ciała, choć w tle wiejskie drzewa.

Jak za pierwszym razem ich cud mnie olśniewa.

27.02.2004

 

 

W wegetacji,

imitacji

– tak trwam.

Byle do wakacji!

2.03.2004

 

 

Chwilowe fascynacje

moje płcią przeciwną…

Przedłużać gwarancję

im i być naiwną?

14.03.2004

 

 

Odkąd Bóg skinął w nicości,

żadnej nocy constans gwiazd się nie zburzył,

dnia żadnego układ chmur nie powtórzył.

Oto świata niezwykłości.

15.03.2004

 

 

Piszę esej z filozofii i chcę trafić w sedno.

Chciałabym ci zadać choć pytanie jedno.

– O tym, tato, ty nie myślisz – wiem – na tamtym świecie.

Lecz wiem też – co tu mówiłeś, to jest moje przecież.

17.03.2004

 

 

O Schulzu, o Brunonie!

Geniuszu barw, kształtów w słowach,

rozlewających wręcz wonie

obczyzny Twej. Ją kontemplować…

 23.03.2004

 

 

Raj na ziemi nie istnieje – mit.

Ja przecież przeżyłam szczęścia szczyt.

I się cieszę, może nawet zbyt,

mówiąc – teraz się może skończyć mój byt.

31.03.2004

 

 

Kocham Cię zawsze i wszędzie!

Musisz przyjść. Ach, będziesz, będziesz!

Znów będzie ścieżek zbiegnięcie.

Kocham Cię, Słodki Momencie!

 2.04.2004

 

 

Wszystko mądrze przemyślane:

dzień – działania czas;

noc – lotu do gwiazd;

potem znów świeży poranek.

6.04.2004

 

 

Twoja twarz gdzieś się przewija – w gęstwie codzienności szarug.

Czasem ładna, czasem brzydka – w wersjach ją odtwarzam paru.

Kochana, lecz niewyraźna – tamtej nocy wnętrze baru

dym wypełniał. W niczym – w winie też nie mieliśmy umiaru.

7.04.2004

 

 

Swego uśmiechu nigdy nie stłumię,

w ulicznym widząc małe dzieci tłumie,

zakonnic twarze rozpromienione

i psy merdające pociesznie ogonem.

9.04.2004

 

 

Ja tak po prostu wmawiać sobie muszę:

jestem w niejednej dziedzinie geniuszem,

niejeden mam w sobie ukryty talent

malarski, pisarski, itd…

12.04.2004

 

 

Jakieś życie licealne

– słońce wzeszło, błysło, prysło.

Było jasne, lekkie. Żal, nie?

Martw się teraz o swą przyszłość!

24.04.2004

 

 

Szkoda czasu mi na sen.

Nocą tyleż twórczych wen.

Po cóż czas marnować ten?

Złoto gwiazd wszak jest bez cen.

25.04.2004

 

 

Tajemnicza przyszłość…

Już tak mi żyć przyszło.

Gdy chciałam, coś by szło

po myśli nie wyszło.

14.05.2004

 

 

Wczoraj wieczorem

przyszedł do mnie Anioł.

– Dzwonię w porę czy nie w porę,

chcę pocieszyć panią…

18.05.2004

 

 

Głowa od trudności

puchnie.

To mi dorosłością

cuchnie.

19.05.2004

 

 

Wolę żyć w mych ścianach różowych czterech,

gdzie nie ma wstępu radykalizm, szatan.

Żadne dzieło nie jest kiczem, żaden człowiek zerem.

Dobry i kochany jest brat, mama, tata.

7.05.2004

 

 

– Zło?… – Co?

– Śpisz?

– Czuwam. – Sioo!

A kyysz!

9.05.2004

 

 

Ku Mistrza chwale!

Który ubarwił świat i rozszerzył.

Wysoko mierzył. W swych uczniów wierzył.

Trzeba iść dalej.

20.05.2004


Już jutro maturzystka, upieczona świeżo,

skończy na zawsze z galową odzieżą,

z naukami ścisłymi. Podczas malowania

będzie pędzel wycierać w kwieciste ubrania.

23.05.2004

 

 

Mam bałagan w pokoju. W rysikach i wiórkach

ołówków podłoga, w pomarańczy skórkach,

w książkach, rękopisach, pocztówkach, muszelkach,

apaszkach, paciorkach, kredkach i pędzelkach.

25.05.2004

 

 

O Losie, o Fortuno, Bogowie Łaskawi!

Znowu ingerował ktoś z was, wiedząc, po co.

– Młodego mężczyznę w prezencie mi sprawił.

Po co? – Nie musiałam sama wracać nocą.

 

29.05.2004

 

Natchnienie, krzycz!

Bez zdarzeń śpisz.

Pod warstwą cisz

wymyślam kicz.

11.06.2004

 

 

Ciepła

gwiazda nie spada? Jesteś niczyja?

Nie płacz.

Tym się pociesz, że płaczę też i ja.

10.06.2004

 

 

Adnotacja do notki z 20-go maja:

Warto rzeczywiście iść dalej.

Jakże sukces do planów, do działań nastraja.

Marzeniami szalej, masz talent!

18.06.2004

 

 

Powoli, do woli duchowo się zatracam.

A na tym to polega:

Mam świadomość i w dupie mam, że nie wracam.

Odbiegam, odbiegam…

27.06.2004

 

 

Znów być chciałabym bezpieczną.

Znów pod Twą obronę obronę się uciec.

Przedkładać na grzech radość wieczną;

z doczesnych spowiadać się uciech.

10.07.2004

 

 

Komuś powierzać, będąc rozumianym,

swoje witraże, obrazy; obrazy, obrażenia;

dno marzeń; skazy, cnoty; urazy; wyobrażenia.

Kimś się uśmierzać co rano, swe rany.

12.07.2004

 

 

A jeżeli

łaskawość zmarnowałam całą,

której mieli

dla mnie Bogowie niemało?

16.07.2004

 

 

Wciąż świty.

No i ty – sam budzisz się gdzieś tam.

Fatalne?

Normalne. Nie zna ciebie wieś ta.

22.07.2004

 

 

Wszystko się układa:

ciepły deszczyk pada,

idylla, śmiech, lato.

Oj tato, mój tato.

23.07.2004

 

 

Wy, śnie!

Wyściel mi noc!

Wyśnię

wino, wiśnie.

28.07.2004

 

 

RÓD WAD, WBRÓD ZWAD…

LÓD, SPAD. GŁÓD RAD!

RZUT W ŚWIAT: TRUD => ŁAD.

CUD – PAT! MIÓD, SAD?…

29.07.2004

 

 

O, rany!

Te rany

tęskne gładkiej blizny!

Rany tęsknoty do ojcowizny.

4.08.2004

 

 

Rozwiązłość

ta

ma po zło

ta

6.08.2004

 

 

YES! JEST!

CUD! MIÓD!

JAK NA RAZIE…

W KAŻDYM RAZIE…

8.08.2004

 

 

Już budzisz się, Piesku, w Zielonym Świecie.

Znów tatuś Cię woła i drapie po grzbiecie.

Znów widzisz na oczka, słyszysz, jesteś żwawy.

Biegnij hen z tatusiem w sad, w wysokie trawy!

13.08.2004

 

 

Naprawdę pojęłam, co straciłam, pożegnalnego sms-a dostawszy.

Wiedziałam, że już zawsze będę szukać podobizny jego w twarzach męskich.

Dostałam sms-a. Wieczór ten więc stał się od innych nieodzownie łzawszy.

Wiedziałam – tak zostanie. Wiedziałam, że już zawsze będę za nim tęsknić.

18.07.2004

 

 

Z snów smacznych mnie wyrwał

mój apetyt wilczy

na twój jeden sygnał.

Ty niestety milczysz.

24.08.2005

 

 

Pomału, mniej zapału!

Mniej płacz i mniej się śmiej.

Daleko ideału

wszak jest miłości mej.

26.08.2004

 

 

Nie chcę mieć ciała, chcę mieć tylko duszę.

Kruchość, ciężar ciała życie mi zatruwa.

W ciele się duszę. Wcielę się w duszę.

By jak w snach z dzieciństwa ponad ziemią fruwać.

27.08.2004

 

 

Silnym konkurentem koktajlu z truskawek

piwo teraz, a biżuteria zabawek.

Mężczyźni przyjaciółek, zaś filmy bajek.

Rok minął, a przeciw pasji nic nie staje.

28.08.2004

 

 

Ach, pamiętniku, bądź na wieki przeklęty!

Niż ci swoje powiem żale,

prędzej cię doszczętnie spalę,

rzucę cię w zguby odmęty!

1.09.2004

 

 

Nie, nie, proszę, proszę, proszę!

On nie odszedł, on nie poszedł!

Ja go w sercu, w duchu noszę!

Duch by do siebie nie doszedł!

2.09.2004

 

 

Ten czas jeszcze nie przyszedł.

Nie dzielę się sobą. Tkwię tu nadaremnie.

A chcę tylko częściej słyszeć,

że ktoś się kocha we mnie.

7.09.2004

 

 

Czy ja bardziej lubię siebie, czy nie?

Może kiedyś zgubię siebie, kto wie?

Ciało w ziemskim niebie żyć chce,

duch o wodzie, chlebie. No więc?

8.09.2005

 

 

Już dwa lata temu

los mi zostawił tatę na potem.

By nie urazić, nie pytają, czemu.

Kto nie spojrzy na mnie jak na półsierotę?

9.09.2004

 

 

Zapach września, cykady, krajobrazy polne.

Wtapiają się w krajobraz me myśli bezwolne.

Nostalgia lekkim na duszy osiada ciężarem.

Moment. Dla świata jestem i on dla mnie darem.

10.09.2004

 

 

Jesień już. W świat więc wyruszam,

by nauk pobierać, lecz mam jedną troskę:

Kto lasem teraz będzie się wzruszać?

Tęskno mi na myśl, że opuszczę wioskę.

12.09.2004

 

 

Winorośle dźwigają słodkie winogrona.

Traci bujność swą żółty trójwymiar zieleni.

Strumienie światłości płyną z nieba ponad

ogrodami, gdzie osy piją miód złocieni.

13.09.2004

 

 

Co prawda kiedyś nie miałam pojęcia

o pojęciach takich, jak świadomość, lecz

lubię się całkiem na starych zdjęciach

i całkiem chętnie oglądam się wstecz.

17.09.2004

 

 

Jestem gotowa.

Do …wyrzucenia. Cieszy fakt:

Jutro od nowa

zacznę tworzenie siebie akt.

18.09.2004

 

 

Młodziutki dobija się anioł.

I nikt go do nieba nie wpuszcza.

Mówili o niej, że się puszcza.

Tym bardziej pomodlę się za nią.

19.09.2004

 

 

W każdej szept twój słyszę

sferze marzeń.

Czy się w każdej spiszesz,

czas pokaże.

22.09.2004

 

 

Czemu się czuję dobita,

gdy najpiękniejszy dzień świta?

Bo z szczęściem nie jestem obyta.

Bo nigdy nie będę nim syta.

24.09.2004

 

 

Tej nocy płaczę i płaczę.

Choć jutro mi minie to może.

Wiem, twarzy tych nie zobaczę

już w takim słońca kolorze.

26.09.2004

 

 

Jesteś monotematyczna

– rzekł pamiętnik już znudzony –

wiem, nachodzi cię liryczna

myśl, gdy te opuszczasz strony.

29.09.2004

 

 

Zarysy Sukiennic we mgłach porannych.

– Na uczelnię pędzę tempem nienagannym.

A rozum stanowczo mi nie odpowie

– czy tę bajkę roję w swojej własnej głowie.

5.10.2004

 

 

Jakże to różnica zachwycająca:

Kiedyś za oknem miasteczko szare.

A teraz fontanna srebrem pryskająca,

Planty jesienne, kamienice stare.

12.10.2004

 

 

Wszędzie naszą radość życia

wynagrodzą nam i znajdą

nas Bogowie, bo bez skrycia

podróż tramwajem nam frajdą.

17.10.2004

 

 

Pod sto-pą sze-le-szczą liś-cie.

To jest wo-la nie la-da,

grzy-ba od-róż-nić od liś-cia.

Lecz O-la sztu-ką wła-da.

31.10.2004

 

 

– Nowością dla pani jest Kraków?

– jak rozglądam się, widząc, spytał przechodzień.

– Tak. Od lat piętnastu nie zaznałam smaków

wszelkich tego miasta. Coraz nowszych co dzień.

23.10.2004

 

 

Gdy chciałam, polną drogą, jeździłam na rowerze

o zachodzie złota.

Teraz nie mogę, choć bardzo mnie bierze

ochota.

17.11.2004

 

 

Widzi, co się w mym życiu dzieje

– ta ulica się ze mnie śmieje,

kamienicom się błyszczą oczy,

trzęsą się, gdy brukiem Ola kroczy.

15.11.2004

 

 

Okiem w tempie spowolnionym mrugam.

Lecz przecież więcej patrzę, niżeli je mrużę!

Tak się obrazów przesuwa smuga,

które, niż da się, pragnę widzieć dłużej.

24.11.2004

 

 

Ja się przecież wcale

kurwa nie przeceniam.

Tylko szukam dbale

lub już odniechcenia. Kogoś ponad mnie.

25.11.2004

 

 

Ach, Oluniu, samowolna,

do czegóż ty jesteś zdolna!

W pracy, nauce tak powolna.

A do ascezy niezdolna.

30.11.2004

 

 

Ach, ta niedoczynność

sumienia! Choć raz

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*