Archiwum czterowersów cz. II

Opatrzność to matka, to kobieta.

Tak bardzo świadomie prowadzi mnie, gdzie ta

ma siła stabilna / marzenia naiwne

rozpościerać mogą swe skrzydła masywne.

28.01.2005

 

Czekam, pragnę, ale…

Kiedyś się wycięńczę.

Bo czekam tak stale.

Bo pragnę odwdzięczeń.

21.01.2005

 

Znowu wbrew staraniom moim –

Znowu sny śnię natarczywie –

Powód, który niepokoi –

Znowu kochać nieszczęśliwie?

30.01.2005

 

Nie, to nie przesada

– zimne ciało drżące.

Więc znów się zapadam

w me jedwabie lśniące.

31.01.2005

 

W stagnacji śniegu drzemią klasztory.

Nie cerkwie, a bajka Puszkina.

Wszystko zastyga w zimy koloryt.

Nie cierpię, a zapominam.

3.02.2005

 

Śnią mi się akwarele,

kolorów przeźrocza.

Wciąż w głowie ich wiele,

wciąż mało na oczach.

8.02.2005

 

Ty wieczny zaiste,

duchu! Wolna twoja wola.

Lecz kiedyś i Bóg istniał.

I ruchu dawał pola.

9.02.2005

 

Ból skręca rękę.

Czyżby w tę udrękę

spaść

miałaby gwiazda – maść?

10.02.2005

 

Walentynkowy wieczór

z Chopinem, miły koncert…

Przynajmniej nikt z nas nie czuł

ciszy krępującej.

14.02.2005

 

Już tylko nie istniej

dla miłości czystej.

Zbliż się. Ty wiesz?!

Wpisz się tu. Grzesz!

19.02.2005

 

Nic się nie dzieje.

Lecz mam nadzieję,

że nie zgorzknieję,

jeśli nadzieję. Na ciebie się.

22.02.2005

 

Chyba są takie ze wzruszeń,

rozdygotujących duszę,

których w dźwięk jednej muzyki

współdoznać nie można z nikim.

27.02.2005

 

Ludzcy i anielscy są ludzie,

szatańscy i zwierzęcy.

A my utopmy ból naszych w wódzie

twarzy stu tysięcy.

28.02.2005

 

Sława?… Myśl tak dalej.

Będzie tak.

Nie chodzi o talent,

a o postać wszak.

2.03.2005

 

Wiśniową szminką maluję usta,

by najnamiętniej śmiać się do świata.

Wysmakowane wprawdzie mam gusta.

Lecz jakoś pod nie zrządzeń bieg się splata.

5.03.2005

 

Żądze barw i bogactw! – pod nie

wszystko zgodnie. Ot – nie gafy (pod).

Ach! stąpać swobodnie po dnie

koralowej rafy…

6.03.2005

 

Budzę się. Jest miękka nadzwyczajnie pościel.

Wzory na firance zdobne wyjątkowo.

Wiem – gdy otworzę okno na oścież,

blask, zapach buchnie ni stąd ni z owąd!

7.03.2004

 

Gdzie łechtaczka losu?!

Ta moja od dawna

prowokacja jawna

nie zsyła kokosów.

14.03.2005

 

Ukochane Wy moje!

Egzystencji znoje

utopimy w jazzie.

Wóz nas wielki powiezie…

21.03.2005

 

Jedynie

chcę kotrabasu

we winie.

Dreszczu bezczasu.

22.03.2005

 

Bóg mi ukazał dziś swój wizerunek.

Tylko ja ujrzałam zółto-złotą lunę,

zawisłą na gładkim jedwabiu fioletu.

I żadnych muzyków, artystów, poetów.

25.03.2005

 

Nie daj mi chwilowo, tato, w los zawierzyć,

że bez smaku staje się szczypiorek świeży.

Z podkulonym siedzę ogonkiem, zmarznięta.

Nie poszczę, ni nie świętuję w te święta.

26.03.2005

 

Nie odkocham się, prędzej

nie pójdę spać.

Podwójnie dziś ględzę.

Czekam. Kurwa mać.

27.03.2005

 

A czemu nie jeszcze czterowers kolejny?

Bezwarunkowym i beznadziejnym

tym pożądaniem zakochanym – biada! –

W jednej z nocy. Kolejny? Bo święto nie lada.

27.03.2005

 

W Wielką Noc się nie idzie spać.

I nie odkocham się – oto fakt.

Moce jazzowe są nieczyste. Pakt

w noc się zawarło. I tak trzeba trwać.

 

27.03.2005

Me serce pełne oddania, zachwytu

kłania się przed śmierci tajemnicą nisko;

czuje woń świętości, czuje, jak są blisko

Ci, którym zazdrości bytu wśród błękitu.

3.04.2005

 

Nocą spokoju nie daje

moc twórcza, czy postać sztalug,

krzycząc uporczywie: maluj!,

obecnością swą. Więc wstaję.

4.04.2005

 

Już nie tą mam duszę i muszę

dać tu wiekopomnej znak chwili

tysiącach żonkili,

zniczy, wzruszeń, skruszeń.

9.04.2005

 

Ziścił się po lampce liścik: Od Pana

namiętność nie będzie mi dana?

– Zdana

na Pana

10.04.2005

 

Tyle zaszło tutaj zmian.

Pięknie swój panieński stan

pożegnałyście w białych welonach.

Wierzcie – też jestem uszczęśliwiona.

25.04.2005

 

Wybiorę się na Kopiec Kościuszki w niedzielę

bez przyjaciół, bez słów.

By chrupać świeżutką zieleń,

w którą obrósł znów.

28.04.2005

 

Gdyby nie pęd życia prędki

– pęd artystki, pęd studentki,

żałowałabym ogromnie,

nie zdołałabym zapomnieć.

2.05.2005

 

Jadę tramwajem.

Wtem mi się zdaję – w zły wsiadłam, przejebane!

Lecz nie, to wiosna

zmieniła postać – drogi dobrze znanej!

10.05.2005

 

Aniołów stróżów mych wszystkich zbudź.

I każ im działać w tej jednej sprawie.

Tym przeznaczonym na starość nawet.

I jego usta ku moim zwróć.

17.05.2005

 

Pasja mi miła!

Pasja bez końca!

Niszcząca siła,

czy budująca?

25.05.2005

 

Nie potrafię zboczyć, nie znam słowa zamęt.

Bujnie mi się toczy życie tu. Bo mamę

mam w Porąbce – dobrą, modrą, pierwszą damę.

Choć mam oczy inne, to oczy te same.

 27.05.2005

 

A jeśli kiedyś obejrzę się z żalem,

że nie ten wyróżniłam talent?

Bo nie wiem, czy wszystkie pomnożę.

Czy nie za dużo dałeś mi, Boże?

 12.06.2005

 

Wtem się ludzi – ach!

poszerzył krąg.

Którzy mi współczują w łzach

i w drżeniu rąk.

4.07.2005

 

To proste, to mało,

być odpowiedzialną

za własne ciało

i własną moralność.

11.07.2005

 

Sama ze sobą się męczę.

Wdrapuję się na tęczę,

by zjechać drugą jej stroną wtem.

Co życia istotą jest, nie wiem i wiem.

31.07.2005

 

I znowu, ocho!, ta

powraca ochota.

– Rozwiązłość ta

– ma pozłota.

2.08.2005

 

Nie musiałabyś, leniwy kocie,

wypijać ciepłego mleka tylu misek pełnych,

całych dni przesypiać w koszu ciepłej wełny.

Gdybyś się snuła w ciał splocie.

18.08.2005

 

Twe oczy – jeziorka błotka

ciepłego jak czekoladka.

Brudna, ale słodka

byłaby w nie wpadka.

21.08.2005

 

Wszystkim dotyk

wizji, bo tym

żyję – pieszczę

szyję deszczem.

29.08.2005

 

Z gardłem wyschniętym,

śliną cieknącą obchodzić?

Na pokuszenie, o Święty,

mnie wodzisz.

2.09.2005

 

Konsekwencja rodzicielstwa

– Nie odmawiasz mi niczego

marzycielstwa

prócz śmiałego.

3.09.2005

 

I znów powracam

w me lasy jesieni.

Tak ból się zatraca

czasu i przestrzeni.

5.09.2005

 

Łaskoczą mnie namiętnie

po plecach drzew listki.

Masz rację – to pamiętnik

emocjonalistki.

6.09.2005

 

Znasz odpowiedzi na tyle pytań.

Lecz drogi mej mi nie zdradzisz.

Wiem – mam żyć dobrze bez pytań.

Dobrze, byłeś mnie prowadził.

9.09.2005

 

Wiem już, że nie tęsknisz do mnie.

Wiem już, że nie myślisz o mnie.

Wiem już, myśląc niemyśląco

tęskniąco, żywo, nieskromnie.

16.09.2005

 

Tatusia nie mam.

Nie mam też matuli.

Rękami dwiema

niech mnie ktoś przytuli.

17.09.2005

 

Głupio, fajnie.

Ciągle skrajnie.

Brak stałości

w szczęśliwości.

23.09.2005

 

Trzy krowy ujrzałam na łące zielonej.

Były tożsamością swą nieco zmartwione.

Rozumiem was – rzekłam – i wiem to i owo

o naturze krowiej. Sama jestem krową!

28.09.2005

 

Zawsze takie wieczory!

Ten ich ciepły koloryt

– złote, słodkie i wonne.

Do perfekcji tak skłonne.

29.09.2005

 

I powtórzę sobie samej

ostatni raz:

Na siebie samej przemianę

najwyższy czas.

4.10.2005

 

Biodra krągłe,

barw palet cała.

Popadam w obłęd

żądz tworzenia, ciała.

10.10.2005

 

Życie na ziemi, a metafizyczne.

– Ponad pięć zmysłów, ponad trzy wymiary.

Że się (nie) przydają frazeologiczne

związki takie, jak – nie do wiary.

16.10.2005

 

Widzisz, Olu, kochają cię dziś

ci najbardziej wyrozumiali.

Gdy, jaką chcesz, byłabyś,

wszyscy by cię kochali.

17.09.2005

 

Wczoraj poszłam w z złym kierunku.

I wciąż w złym tkwię o poranku.

– Może temu tylu trunków

trzeba mi, snów i kochanków.

18.10.2005

 

Tylko jedno mnie pociesza.

I wnet się ucieknę doń.

Gdy z powietrzem woń się zmiesza

terpentyny – pędzel w dłoń!

19.10.2005

 

A u schyłku lata,

a w jesieni dobie

ja warkocz zaplatam,

zamykam się w sobie.

27.10.2005

 

Widzę odpoczynek

w jedynym sposobie.

– Pójdę w bukowinę,

z bukami się zbratam.

28.10.2005

 

Nałóg wymyślania

– wpierw pyszna zabawa.

Lecz już jestem zdania

– niebezpieczna sprawa.

4.11. 2005

 

Przechodnie mnie mijają jakże uroczyście,

idealni niczym filmowi statyści.

Zataczają wokół mnie krąg na kształt spirali.

Ktoś ma przyjaznego psa, w barwie nieba szalik.

9.11.2005

 

Październik. Kraków studencki iście.

W jego barwach pomalować chcę kartki w tym liście.

Lecz dość mych opisów wybujałych, mamo.

Wszak zapamiętałaś to miasto tak samo.

10.11.2005

 

Winnam wierzyć w twą świętość, na znak

nadprzyrodzony nie czekając.

Nie odmawiasz mi niczego wszak.

Mam to, czego inni nie mają.

11.11.2005

 

Przez wielką, niebieską chmurę,

przez którą nie widzę nic, ty wszystko,

spoglądasz na jedną z swych córek,

chcąc dowieźć, że jesteś blisko.

28.11.2005

 

Spojrzały boginki miłości w me modły.

Wybalsamowały miłością me ciało.

Ku łożu mnie wzajemności powiodły.

Zaznawszy spokoju, zasnęłam. Się stało.

29.11.2005

 

Po co na gorące dmucham.

Ty najboleśniejszą z drzazg

wbijasz mi. Bo udobruchać

żaden bóg nie zdołał nas.

2.12.2005

 

Będę już przez całe życie,

ciepłym świętem, jasnym świtem,

czuć w sobie wewnętrzne wycie.

Czy dziedzicznie to nabyte?

3.12.2005

 

Olej

to i nie bądź smutna.

Olej,

farby, pędzle, płótna.

7.12.2005

 

Już nie w czasie, kiedy zasnę tylko, mogła być szczęśliwa

będę. Będę z woli własnej zawsze szczęścia upatrywać

w mocy brudnych od farb dłoni. – Wizja każda z nich wypływa

na jawie, od której stroni, lecz na płótnie chce spoczywać.

9.12.2005

 

Muza barw nie rozwesela,

gdy miłości nie do życia.

Na nie dwie swojego życia

nie umiem i nie rozdzielam.

9.12.2005

 

Już nie w czasie, kiedy zasnę. Lecz czy szczęścia zaznam, które

w nocy się rozrasta jasnej, mając zimną, suchą skórę.

To nie szczęście, to tkwi w akcie twórczym. A gdzie me nieszczęście.

Me nieszczęście tkwi w tym fakcie, że śnię, tworzę niż śpię częściej.

9.12.2005

 

Pożądanie me nie grzeszy.

Może płótno do wyżycia,

łoże do przeżycia życia.

Malowanie mnie nie cieszy.

9.12.2005

 

Chuj w dupę wszystkiemu, co się rusza!

Mój smutek. A czemu? – Moja dusza.

Gnój, dupek. I jemu – bo mnie rusza –

chuj w dupę. Bo nie mój. Chuja susza!

10.12.2005

 

Świadomość fusiasta!

Ach, oby sen nastał.

Mętne myśli na dno

duszy z nim opadną.

11.12.2005

 

Mróz – nie noszę szala.

Śpiewam tra la la la.

Więc ode mnie z dala.

Bo mi odpierdala.

12.12.2005

 

Mróz – nie noszę szala.

Przeważa się szala.

Zamarznę tu z dala

od niego. Cóż – palant.

13.12.2005

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*