Archiwum czterowersów cz. III

Mróz się tu rozszalał.

A nie noszę szala.

Skurczył się i zmalał.

Szyi nie okala.

14.12.2005

 

Szalałam – nie szalał.

Więc już nie mam szala.

Skurczył się i zmalał.

– Niepodatny palant!

15.12.2005

 

W oczach mych zbrzydł, zmalał.

Od przyjaciół z dala

w śnieg go więc wywalam.

By go nikt nie znalazł.

16.12.2005

 

Sprawił, że ja

bez nadzienia.

Beznadzieja

dławi, zmienia.

17.12.2005

 

Lecz

Bez

Łez

Becz

18.12.2005

 

Zadumanie

wczesne iście o artyście:

Jestem już nim oczywiście.

Zadufanie?

20.12.2005

 

Oby

pobyt

w domu

pomógł.

21.12.2005

 

A co roku mniej nas jest

przy stole i smętniej.

Życie taty przeżył pies.

A i w nim nie tętni.

23.12.2005

 

A co roku mniej nas jest

przy stole i zimniej.

Odszedł tata, potem pies.

A w tym nie ma i mnie.

24.12.2005

 

A co roku mniej nas jest,

smętniej itd.

Czy tam, gdzie tata i pies

nie lepiej się znaleźć.

25.12.2005

 

Weselszą chcąc być tak oto,

wciąż staję się bardziej smutną.

Co pojmiesz z tych barw, hołoto,

które wypluwam na płótno.

26.12.2005

 

Ciepło rodzinne nic nie pomogło.

Nie znam spokoju. Lepszy w pokoju już chyba tym mym pustym

tych mych mnożących się myśli pogłos.

Choć rozumieją, mdłe beznadzieją. Przyjdź 2006-sty!

27.12.2005

 

Czas trwonisz.

Z plastelinowych myśli świat lepisz.

Zmyj z dłoni

farby. Daj spokój. Czterowersów nie pisz.

2812.2005

 

Święci

coś się po niedzieli.

Święci,

Ktoś działać poczęli.

29.1.2005

 

Wytrzeszczyłam ku niebiosom oczy krwawe,

wyciągnęłam doń z bólem szyję.

Nie runęły na mnie, nie drgnęły nawet.

I kurwa nadal żyję!

1.01.2006

 

W każdym śmielej i intymniej

pełnym fikcji i nieszczerym

się wyrażam. Zawsze przy mnie

moje drogie wersy cztery. Się wyrażę – cholery!

3.01.2006

 

Skóro,

chcesz wilgoci.

Którą

wierzch pozłocisz.

4.01.2006

 

Tak się śnieg spodobał Oli małej,

że do domu wziąć chciała, nabrawszy w dłonie jak najwięcej.

Nie wpadła jeszcze wtedy na to, że oleje białe

nie topnieją. Jednak brudzą ręce.

6.01.2006

 

Siwy nalot jeszcze sczeźnie.

A ogrodem tym zawładnie zieleń.

Sztalugi pod pachę weźmiesz.

I sił pełna, siebie pewna ruszysz w plener.

9.01.2006

 

Rozumiejące kobiety.

– Znające mego ciała asymetrie, skazy.

– Interpretujące właściwie obrazy.

Me autoportrety.

10.01.2006

 

Ćwierć bułki rzuć bezwolnym gołębiom.

Wtem, niebo sczerniając, ich rój się rozrusza.

Skrzydłami strącą szczyt wieży ratusza.

Zlecą się, w masę splątają i skłębią.

11.01.2006

 

Każdego roku,

miesiąca i dnia

zmieniają się w oku

wierzchy, warstwy, dna.

13.01.2006

 

Nikt nie próbuje odkurzyć

Zakłócić bezgłosu podwórzy

Przez wieloboczne ich ściany

Na zawsze odizolowanych

Od wielkich przestrzeni wibracji

 
Od ogarniających wtem burzy

Niebo bezkresne. W stagnacji

Drzemią powietrza podwórzy.

15.01.2006

 

Nikt nie próbuje z zaduchu

Przewietrzyć podwórzy z bezruchu

Osuszyć z wilgoci, co jeszcze

Weń wsiąkła przedstuletnim deszczem

Minionej epoki powietrzem

 

Które pod podwórza dachem –

Skrawkiem błękitu, nas wiecznie

Tym samym zdumiewa zapachem.

16.01.2006

 

Czy komuś więc może służyć

Ten czas zatęchły podwórzy

One przyjazne są temu

Kto zgubił się dawno temu

 

Wśród wielkich przestrzeni wibracji

Wśród ogarniających wtem burzy

Niebo bezkresne. Z tej racji

Porzuca ów świat dla podwórzy.

17.01.2006

 

Przestrzeni pokoju. Czuję się okropnie.

Wciąż nie znam spokoju. Tak – w związku z tym panem.

Ty milczysz, ty nic. Dyszysz szparą w oknie,

Szeleścisz firanką i celofanem.

18.01.2006

 

Przestrzeni pokoju. Ja cię nie rozumiem.

Choć byś dla spokoju świętego tak chciała

wysłuchać, dać radę. Przestrzeń twa zbyt mała.

I tobie wydychać wszystkiego nie umiem.

19.01.2006

 

Już wiem – gdy zasnę znów będę śnić,

że świat sprzed zaśnięcia snem musi być.

A świat prawdziwy to ten mój sen,

uformowany z mych wszelkich chceń.

20.01.2006

 

Wśród fumiastych jej zapędów

w bród trzy mają te wciąż względów.

Trzyma ją w mocy żywiołów

TO. Trzymają się pospołu.

21.01.2006

 

Śmierdzi chujem. Prędzej! –

Bieli farb na pędzel. –

Wystający zamaluję

z śniegu szala frędzel.

22.01.2006

 

Może coś jeszcze pod śniegiem z ciebie

zostało, …szaliku. Po cichu

może cię jeszcze ze śniegu odgrzebię.

Po chuja? Po cichu. I chuj.

23.01.2006

 

to nie mogło przejść. bez echa.

ja mam pecha!

to pech. to chuj. bez ech.

w duszy. mu śmierdzi. twierdzi pociecha.

24.01.2006

 

Bez szala iść nie znoszę, gdy jest mróz.

Myć włosów nienawidzę, gdy jest mróz.

I twarzy swej się wstydzę, gdy jest mróz.

I czapki, którą noszę, gdy jest mróz.

25.01.2006

 

Zamarzam swoim mrozem, gdy jest mróz.

Zamarzam w jedną pozę, gdy jest mróz.

Psią, śmieszną i niczyją, gdy jest mróz.

Żebraczą. Z gołą szyją, gdy jest mróz.

26.01.2006

 

A gdyby mógł mnie tak oszklić w najpiękniejszej z póz

ten, który szyby zmienia w secesyjne szkła,

różowieją, marznąc na nim twarze, dale, tła,

mogłabym stać, w dal gdzieś patrzeć i gdzieś mieć ten mróz.

27.01.2006

 

Perpetuum mobile? Skonstruuję sobie.

Ruchomy model ziemi zbuduję

o obracającym globie.

Się na osi chuja.

28.01.2006

 

Cały zbiór ocen pochopnych;

zmarnowanych piór nabojów;

i z konfitur pustych słojów;

rzeczywiście jest okropny.

29.01.2006

 

Już widzę jak pokój sprzątam

ze stert prac pełnych łatwizny;

brudnej, niepranej bielizny;

kurzu w pachwinach i w kątach.

30.01.2006

 

Cały ciąg kroków pochopnych,

mimo ponad trzystu słojów,

widocznych w moim przekroju,

tak normalny, jak okropny.

31.01.2006

 

Pod powieki, sukienkę

bez najmniejszych oporów

co noc wsuwa mi rękę

słodka muza kolorów.

1.02.2006

 

Nie mam pieniędzy na płótna

– nie mamy gdzie się rozłożyć.

Molestantko okrutna,

daj pospać, daj pożyć.

2.02.2006

 

A gdyby mi wypadł pierwszy włos,

gdybym opadła już z sił,

spłonął mi dom, dłoń drżała, ścichł głos,

nadal byś tu tkwił

3.02.2006

 

Szalik mój

Mróz mój

Muza ma

Mój chuj

4.02.2006

 

Więc stój. Patrzyć się bój w przód.

Nie wierząc, że dostrzeżesz tam tę jedną rzecz.

Którą, jak patrząc wstecz, postrzegasz jako cud.

Lecz chuj. Lecz tylko chuj chuj chuj.

5.02.2006

 

chuj

chuj

chuj

chuj

6.02.2006

 

Maluję. Artyści, basiści, muzycy,

chuje… – To skończone.

Z nią teraz tylko sypiam na znalezionej

desce w piwnicy.

7.02.2006

 

Przetwarzam widoki w dwuwymiar plam.

Pasjami. Do okien w tramwaju się pcham.

Pasjami. Pasja mi nie daje żyć.

Pas? Ja mimo muszę wciąż w niej tkwić.

8.02.2006

 

Czym jest rym

Zbanalnianiem mych przemyśleń czy banalnych nie tak aż

Rym jest mym

Udawaniem, że się myślę w nim zawierać; że mnie znasz

9.02.2006

 

Rymie, ty mnie

ogłupiłeś już gdy miałam cztery latka.

Jadłam, wpadłam,

że pasuje do sałatki czekoladka.

10.02.2006

 

Rymie, ty me

życie całe opętałeś całkowicie.

Pustam. W ustach,

pustosłowie, w pustej głowie i w zeszycie.

11.02.2006

 

Znowu słowu

sens obieram, zdrowie; w słowie prawda znika

naga, waga

słów, gdy znów je łączę. Męczę. Kończę. Znikam.

12.02.2006

 

Mrozy, muzy

prędzej wchłoną; śnieg, ściek frędzle, ścieg szalika;

malarz, muzyk

chuja mróz; mus muz malarza muzyka.

13.02.2006

 

Ma-jak złudny:

uśmiech cudny.

Nie, nie ma-jak:

uśmiech – zajad.

14.02.2006

 

Myślałam, że z wiosną me myśli się opieżą;

uskrzydlą, urosną i miną im wariactwa.

Upadłam, potknąwszy się; na chodniku lężąc,

ujrzałam wielki powrót rozległej chmary ptactwa.

16.02.2006

 

Mus mnie woła muz.

Się nie zdołam

wyrwać mu z

o błędnego koła.

3.03.2006

 

O – to mus:

Zło – to muz

O – błędne

Nie – zbędne

4.03.2006

 

Oto ja ostoja

moich muz

Co twierdzą że twierdzą

mój ich mózg

5.03.2006

 

Wbij raz sobie w głowę – nie doczyścisz

rąk do łokci

ni paznokci

Gdy raz sobie kolorowe wyśnisz

14.03.2006

 

Nie pora-chuję. Chujowań. Nora

ustna ma pełna po brzegi.

Czy pożałuję. Gdy na nie pora.

Czy. Pora! Chuje jak przebiśniegi.

16.03.2006

 

Zespoić chcę się we śnie

Lecz leżę potargana

Czy nie doczekam rana

Rozdarto mnie boleśnie

20.03.2006

 

Rozdarto mnie, rozdarto

I z sercem ma połowa

Już nie wie, gdzie jest głowa

I czy ją znaleźć warto

21.03.2006

 

O biurko głowa wsparta

A serce wśród pościeli

Nie zaśnie, nie, jeżeli

Rozdarta ja, rozdarta

22.03.2006

 

oj, marionetko, błaźnie, pajacyku

co trwasz niewyraźnie, ślicznie się przeliczasz

bujać się, igraszka – myślisz, na koniku

a przez twarz ci prześwituje czaszka Wojtkiewicza

23.03.2006

 

zjawo z twarzą mglistą, co trwasz anemicznie

chcesz być pesymistą, umartwiasz się ślicznie

pijesz, dumny z swego chorego oblicza

dni odliczasz, a żeś tylko błaznem Wojtkiewicza

24.03.2006

 

nim

ów papieros zgaśnie w ciepłej, twórczej ciemni

moich planów pyszny się rozleje we mnie

dym

31.03.2006

 

Rozpatrz,

czy to się opłaca,

by nigdy tutaj nie wracać.

Rozpacz.

1.04.2006

 

Ola mi

zabroniła się spotykać

się dotykać się potykać

z Olami

2.04.2006

 

Jakże

zemsta pysznie słodka

Wszakże

Ola nie idiotka

11.04.2006

 

Taty gwizd, Dżolka szczek

jeszcze móc tam wrócić

ale z tym się kłóci

twój szalony bieg

15.04.2006

 

na zmierzchu tle

popocić się

pozłocić się

po wierzchu. Źle?

25.04.2006

 

A ciągle chcąc

Ozłocić się

Na duszy dnie

O wschodzie słońc

26.05.2006

 

Ola mała

widziała w albumie,

co teraz poznała

i umie.

27.04.2006

 

skoro miał ciało

i czuł rany bolesne

czy Go też nie bolało

niespełnienie cielesne

1.05.2006

 

Oczarowań tyle co Rozczarowań byle co

Iskrą ma się staje Bo wkrótce przestaje Nią być

Lekka głowa jeszcze gdy Ją od nowa dreszcze sny

Słodkie nie wypełnią Potem się nie spełnią Jak żyć

2.05.2006

 

byłam kartą?

był kim?

czy z nim?

czas miał? wartość?

9.05.2006

 

byłam młoda?

też był?

że śnił?

się mi? szkoda?

10.05.2006

 

czy coś cie boli

czy gdy coś przenika

przez twą skórę z folii

której nie dotykam Nigdy

20.05.2006

 

tkanka warg – znajduje w pościeli

iskry żar – z duszą się nie dzieli

ale ta – wcale go nie pragnie

krzywych rąk – do głębin nie nagniesz

23.05.2006

 

a co jeśli raz

rano

nie obudzisz się za ścianą

nie pożegnam się na czas

2.06.2006

 

a co jeśli raz

wieczór

zaśniesz, aby nic już nie czuć

nawet krwi tej samej w nas

3.06.2006

 

możesz zniknąć, gdy ktoś mrugnie w niebie

a ja wciąż

nie powtarzam ci, że byłby z ciebie

dobry mąż

4.06.2006

 

możesz odejść, gdy ktoś wstrzyma oddech

w bieli chmur

a ja nawet cukru ci nie oddam

wiecznych piór

5.06.2006

 

a cóż jeśli raz

w nocy

usta ci przykryje kocem

wtem omdlały anioł stróż

6.06.2006

 

a cóż jeśli raz

za dnia

wprost na ciebie piorun spadnie

z wnętrz chmur, z pozaziemskich burz

7.06.2006

 

On jeszcze nie spostrzegł

Że dla mnie człowiekiem

Jest ktoś Czy ja ostrzę

Wzrok z wiekiem

14.06.2006

 

On jeszcze nie dojrzał

Kogo nie ma, tego

Czy jeszcze nie dojrzał

Do niego

15.06.2006

 

Z chęcią dołączę do rodziny

O ile nie mdlą mętów

wymiociny winy

i nie budzą wstrętu

20.06.2006

 

Darzę miłością cię już na wieczność

Tato

Za to

Dla nieba uczyń ją użyteczną

16.07.2006

 

Dla nieba, przez tego, komu trzeba

Tato

Zatok

I przystani błękitnych jak nieba

17.07.2006

 

wypij z piersi mych

Mleko, nim zbierze się osad

bo tryska tylko w niebiosa

lecz nie sięga ich

22.07.2006

 

a nim osad w nim

i białe i słodkie płynie

lecz dla anioła jedynie

czy być możesz nim

23.07.2006

 

Czy nie widzisz tej gorącej pary,

która się nad moją skórą skrapla.

W tamtym pokoju szczytują pary,

wspólne ciało ich się w pocie tapla.

5.08.2006

 

A na paznokciach wpół zdarty lakier,

pod paznokciami farby brud.

Były, są i będą takie.

Chyba że cud.

9.08.2006

 

Na wspomnienia we mnie

Się nienawiść budzi

Wnętrze zmienia w ciemnię

Nie wpuszcza tu ludzi

11.08.2006

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*