Archiwum czterowersów cz. IV

Piję tu i palę

I nic nie potrafię

Rozlewam swe żale

Na złe fotografie

12.08.2006

 

I dobre się plamią

I wnętrze jest puste

Przynajmniej nie mamią

I nie mam tu luster

13.08.2006

 

Nie sprzątam, nie wietrzę

Więc moja nienawiść

Zagęszcza powietrze

Mogę się w niej pławić

14.08.2006

 

Musimy się jeszcze trochę posmucić.

A potem nam Pan Bóg tatę przywróci.

Całego, zdrowego. Najlepsze wszystko

z duszy i z ciała. Tak blisko.

19.08.2006

 

Już przez sen czułeś, z którym bólem

obudzisz się rano.

A myśmy słodko spali, nieczule

za ścianą.

20.08.2006

 

Z niejedną winą,

może i podle

i pijąc wino,

paląc, Się Modlę.

14.09.2006

 

Jak dobrze, że nas nie zwiodłeś na grzech

Jak dobrze, że nie zobaczył mych ud

Przenigdy już mnie niech

Nie dojdzie chuja smród

8.10.2006

 

Liście grabiąc listopadem,

wierzą, że nim zima, nim

śniegi, sprzątnąć dadzą radę.

Daj błogosławieństwo im.

1.11.2006

 

W ziemi wtem obroty

W ziemskie zawieruchy

Wkradają istoty

Się nieziemskie, duchy

3.11.206

 

Nieziemskie istoty

Jakże są łaskawe

Ziemi wtem obroty

Mogą wstrzymać nawet

4.11.2006

 

Podczas remontu

W ramach pokuty

Został do kątów

Strasznie zaszczuty

6.11.2006

 

Święty świata

proszę o to

– Chroń przed świata

mnie pustotą

10.11.2006

 

W sugestywność sztuki

W modlitwy skuteczność

I w powyższych wieczność

Ja wierzę Dopóki

15.11.2006

 

O, Wy, Dusze, które już

Z ciał wyszłyście niedołężnych,

Chrońcie masy w ciałach dusz

Przed potopem tu potężnym

21.11.2006

 

Ja Ci się tak niewywdzięczę

Że nade mną raz w zachwycie

Lśniącą, różnobarwną tęczę

Mi rozciągniesz na błękicie

2.12.2006

 

Ja Cię do tego nie skłonię

Że nade mną raz w podziwie

Fiołków mi rozlejesz wonie

W środku zimy przenikliwej

3.12.2006

 

Zapytałam: Boisz się śmierci, tato?

On na to

bez cienia

wątpliwości: Nie, boję się cierpienia.

5.01.2007

 

Już zwłok, opóźnień najmniejszych

mych działań

bym miała

się luźniej/ dech lżejszy

8.01.2007

 

Zacisza nie trzeba

mi domu

Lecz gromów

z jasnego nieba

13.01.2007

 

I z zaplatania wyjdę tam z wprawy

swego warkocza. Z rozpoznawania

wiatru i chłodu, sierści i trawy

swoim dotykiem. Ze smakowania miodu językiem.

17.01.2007

 

Żyjesz wiernie? – Niewiernie.

Dobrze ci z tym? – Nie, cierpię.

Znasz, co ciernie? – Nie cierpię!

Z tropu zbitym cholernie.

19.01.2007

 

Za mój jaskrawy koloryt

Zabawy zbyt późne pory

Ze sprawy najmniejszej spory

Sory

1.02.2007

 

Pokładów nadziei świeżej

ile ma sobie – rozmyślam,

że jutro zachwycę się szczerze

w łóżku, w kaplicy, w swych myślach

20.02.2007

 

Podczas gdy chcę tańczyć walce

jak najlepiej, nie samotnie,

Czas przecieka mi przez palce

i przemija bezpowrotnie

7.03.2007

 

dwie dusze mnie palą, łączą

Kahlo ognista

Boznańska mglista

a obie i marnie skończą

9.03.2007

 

Lubię przesiąknąć knajpianą wonią

– dym w majtkach, spodniach, koszulce

I już mnie nie dogonią

kompleksy ni hamulce

16.03.2007

 

Lubię przesiąknąć wonią knajpianą

poczuć się śmiałą i modnie

I niezahamowaną

Rozpiąć koszulkę i spodnie

16.03.2007

 

świata tego złego chwyty

najwyraźniej nazbyt

przysłoniły mi Błękity

Jego. po marazmy.

24.03.2007

 

Chcę żyć po to, tym pożyć

– swe talenty pomnożyć,

co tkwią jeszcze, co drzemią,

się nie mieszczą pod ziemią.

9.04.2007

 

A życia jesienią

Bóg spyta: Dlaczego

ten tamten pod ziemią

talent wciąż zalega?

10.04.2007

 

– Nie starczyło na nie

siły, dni i nocy.

moje Hojny Panie

przeceniłeś moce.

11.04.2007

 

dlaczego zawsze jedno serce dla tego czas swój trwoni

dla tego serca, które go nie chce, bo inne serce goni

któremu serce to go goniące jest tak naprawdę po nic

skoro nie za tym, za innym sercem tęskni i łzy swe roni

1.05.2007

 

kiedy kolejną zwalę kupę

na kupę nieporządku,

zasnę by mieć to wszystko w dupie

srać jutro od początku

3.05.2007

 

A ty, a ty!

Tobie biada!

Stale w tarapaty

wpadasz.

7.05.2007

 

Stale

w tarapaty wpadasz.

Ale

źle się zapowiadasz!

7.05.2007

 

Snu!

Ććć…

Snuć się, ach,

w snu mgłach, w mgieł snach.

8.05.2007

 

Się snuć

w stu mgłach

snu. Ććć…

Nie budź.

8.05.2007

 

W obrazach nie wyszłych z mej wyobraźni

tkwi obraza talentów hojnego dawcy.

Ile razy ziarno padło na glebę mej jaźni,

ale nie rozkwitło już ku chwale zbawcy.

27.05.2007

 

Panowie!

No zróbcieże coś, czego robić się nie godzi! –

uwiedźcie, złamcie serce… Bo mi nic nie chodzi

po głowie.

29.05.2007

 

z Tobą by można było wszystko.

Wszystko i wiecej:

przyglądać się młodym listkom

i twarzy dziecięcej

1.06.2007

 

splatać ręcę i pleść wieńce

i trzy po trzy pleść

improwizować w piosence

i po linie przejść

1.06.2007

 

umiłowanie spacerów po miedzach wśród zbóż,

po szosach usłanych płatkami stu róż

tuż po procesji Bożego Ciała

– To Ty mi przekazałaś.

9.06.2007

 

umiłowanie muzyki ptaków, lasów, gór,

łukow kreślonych lotami jaskółek wśród chmur

pór przedwieczornych na jutra pogodę

– To mam po Tobie.

10.06.2007

 

uczucie tęsknot, które i w jasnych brzozach tkwią,

które się zawsze nienazwanymi zwą

i drwi z nich rozum, bo nie rozumie

– Jak Ty w sobie tłumię.

11.06.2007

 

uczucie ulgi, gdy nagle Opatrznosci gest

pewność rozjaśni, że poza ziemią też Ktoś jest,

że kres nasz tu początkiem w Niebie

– To znam od Ciebie.

12.06.2007

 

Ten tulipan mnie nie bawi;

Tuli pan mnie – z tego drwię.

Ja się dziko raz zabawić

Wolę w jego paszczy lwiej.

16.06.2007

 

swe dłonie i oczy,

i stopy i lica

i usta Zamoczył

w mych tajemnicach

24.06.2007

 

Nawilgły, przesiąkły me uda i głowa

sokiem z purpury.

I znów twej mi trzeba – aby odparować –

temperatury.

25.06.2007

 

obrus się zsunął, a z nim flakon runął na podłogę; filiżanka

zbiła się; przeplatanka zacieśniła się z naszych palców, zamoczonych

we wrzątku, co nie dbają o flakon stłuczony ani filiżankę,

która twierdzić śmiała, że zna wrzątki gorętsze niż nasz wrzątek ciała

26.06.2007

 

Dlaczego to znoszę Że w milczeniu proszę

By życia dał znak

Bo zdołam wybaczyć Gdy zadzwonić raczy

Powetować brak

27.06.2007

 

to tylko chmura nas dzieli

– lekka i mglista – tak mało.

Ty odpoczywasz w jej bieli,

ja tu chcę stawać się białą.

28.06.2007

 

– ja znów nie chcę chuja głodu!

ja już nie chcę chuja smrodu!

– bójże ty się Boga, bój!

trwoga! ciebie ciągnie chuj!

29.06.2007

 

Zjadłam czereśnię, połknęłam pestkę,

kłuje mnie w brzuchu.

Upraszać nie śmiem ulgi, nie westchnę

do nieb i duchów.

30.06.2007

 

Te w niebach duchów słodszą czereśnią,

a i bez pestek

żyją. Nie myślą w duchu ni nie śnią

o mnie, że jestem.

30.06.2007

 

Że mnie zakuwa, zatruwa że mnie

po uczcie pestka.

Miłego snu wam, uczt. Tylko we mnie

po nich jest niesmak.

30.06.2007

 

o wybacz mi Niebo mą istną

tę moc rządz tak ludzkich bez miar,

że mogę porzucić wszystko

że wszystko dla jego Warg

2.07.2007

 

Ty każesz upiększać mi duszę,

spraw dnia mi podkreślasz mus.

a ja wiem, że jedno muszę

że wszystko dla jego Ust

3.07.2007

 

– ach nie! nie no! niemożliwe prawie!

– ach tak! Boże! więc nie jeno w snach

chuj pachnie. Pachnieć

może też na jawie.

4.07.2007

 

Gdy nadejdzie

dzień,

on wejdzie

w mą sień.

6.07.2007

 

Więc Gosia z Retoryka, co śnią

o niej marzyciele, co ma twarz

jasną, jest tylko przenośnią.

Albo aż.

23.07.2007

 

Wmówię sobie –

ta miłostka to błahostka.

Bo cóż zrobię,

gdy ją dostać – rzecz nieprosta.

26.07.2007

 

Powiem prosto –

ma słabostka ta miłostka.

A z słabostką

trzeba rozstać się i powstać.

27.07.2007

 

Nie pierdolcieże mi ślicznie dłużej

o swych czarach, specyfice,

o wymiarach, swej liryce.

On to nabył genetycznie. Miał w naturze.

30.07.2007

 

Nocą, złocąc się,

stara fara Kazimierza,

nocą, to, co chce,

to cię wołać: ku mnie zmierzaj.

11.08.2007

 

Nocą, złocąc ją,

stara fara Kazimierza,

nocą, mocą swą

chce przywołać do pacierza.

11.08.2007

 

Lalkę miał, misia miał, z słodyczami kramik.

Wybierał do woli z niego, co najsłodsze.

A myślałam – się trudno rozstać z zabawkami.

Ulubionymi. A odszedł.

13.08.2007

 

Lalkę-mnie miał, misia-mnie miał, mnie-na kółkach kramik.

I brać go mógł sobie ot tak zawsze, wszędzie.

Lecz już się wybawił tymi zabawkami.

Nowych szukać będzie. ? !

14.08.2007

 

być lalką, być misiem,

być plasteliną

znów zachciało mi się

by znów niszczeć, ginąć.

15.08.2007

 

Czas te miłostki

wtórne zagłuszyć.

To krostki,

zmiany skórne na duszy.

16.08.2007

 

różę w duszy wyrosłą

czas zasuszyć

i rozkruszyć

i rozpruszyć. Mnie poniosło!…

17.08.2007

 

wobec Cię natrętna,

to znów obojętna;

oschła, a namiętna

– wciąż ambiwalentnam.

18.08.2007

 

lalkę-mnie miał

i co mniemał?

czas w odstawkę

tę zabawkę?

19.08.2007

 

Gdy tylko stąd znikam, tylko do dziennika, w wersy cztery.

Gdy z czymś się borykam, to żal do dziennika, w wersy cztery.

Gdy z szczęściem się stykam, promień do dziennika, w wersy cztery.

Już zegar mi tyka słów mego dziennika lata cztery.

24.08.2007

 

Czy wyraz „dotyków” umniejszam,

gdy wyraz rymuje z wyrazem?

Czy owa ich treść wyraźniejsza,

gdy z rymem „liryków” tkwią razem?

25.08.2007

  

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*