Tak  bardzo  bym  chciała  nie  dawać  swym  marzeniom

wybiegać  w  przód,  wybiegać  hen.

Lecz  chyba  w  swych  zapałach  nie  cofną  się,  nie  zmienią,

bo  czują  głód,  bo  wciąż  śnią  sen.

 

Że  na  zielonym  wzgórzu,  gdzie  łąka  nieskoszona,

gdzie  słoni  nas  kryjówka  z  traw,

poleżeć  mogę  dłużej  w  twe  myśli  zapatrzona.

Z  dala  od  miast,  z  dala  od  spraw.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*